Kia Seltos: dlaczego w Europie jej brakuje i czy warto sprowadzać?
Poznaj genezę Kii Seltos, jej miejsce w gamie i powody nieobecności w Europie. Sprawdź, czy opłaca się ją sprowadzać na własną rękę
Czytaj artykuł →Porównujemy Kia Rio i Picanto pod kątem komfortu, trwałości zawieszenia i codziennej jazdy po wymagających polskich drogach

Auto miejskie w Polsce rzadko jeździ tylko po równym asfalcie w centrum. Nawet kierowca z dużego miasta regularnie zalicza:
Kia Rio i Kia Picanto, choć projektowane jako typowe auta miejskie, w Polsce muszą pełnić rolę małych kompaktów. Często codziennie robią 20–40 km w ruchu mieszanym, nie tylko między światłami. Dlatego przy wyborze między Rio a Picanto ważne jest nie tylko to, jak parkują pod blokiem, ale także jak znoszą powtarzające się uderzenia w łatane dziury, koleiny i krawężniki.
Przy polskich nawierzchniach kluczowe stają się trzy parametry, które często są spychane na dalszy plan:
Na równym asfalcie twardsze zawieszenie Rio czy Picanto daje precyzyjniejsze prowadzenie. Na polskich ulicach, gdzie co kilkadziesiąt metrów trafia się łatany fragment, popękana krawędź lub studzienka, miększe zestrojenie i wyższy profil opony częściej ratuje felgi i elementy zawieszenia. To w praktyce bardziej istotne niż to, czy auto przyspiesza do 100 km/h w 11 czy 13 sekund.
Nawet jeśli deklarujesz „jeżdżę tylko po mieście”, w praktyce pojawiają się:
Kia Picanto daje ogromną swobodę na zatłoczonych, wąskich ulicach. Jednak gdy regularnie pojawia się odcinek 20–30 km poza miastem, stabilniejsza Kia Rio zaczyna mieć przewagę: lepiej trzyma kierunek w koleinach, jest spokojniejsza przy bocznym wietrze i mniej męczy kierowcę ciągłymi korektami toru. Różnica na papierze wygląda niepozornie, ale po 2–3 latach codziennej eksploatacji przekłada się na zmęczenie, bezpieczeństwo i zużycie podzespołów.
Kia Picanto lepiej odpowiada na potrzeby kierowcy, który:
Kia Rio celuje raczej w:
W praktyce, jeśli typowy dzień to biuro–zakupy–siłownia w obrębie kilku dzielnic, Picanto zwykle wystarczy. Jeśli jednak w grę wchodzi regularne wożenie fotelika, wózka, dwóch osób na tylnej kanapie lub stałe dojazdy podmiejskie, Rio będzie mniej uciążliwe w dłuższej perspektywie.
Przy sporadycznych wyjazdach za miasto (kilka razy w roku) Picanto znosi polskie drogi zaskakująco dobrze, ale trzeba liczyć się z:
Gdy takie trasy pojawiają się co tydzień, ilość kompromisów rośnie. RiO z uwagi na dłuższy rozstaw osi, szersze nadwozie i cięższą konstrukcję zachowuje się stabilniej. Kierowca mniej się męczy, zawieszenie dostaje mniej skrajnych przeciążeń, a pasażerowie nie marudzą po każdej dłuższej trasie. W perspektywie kilku lat to przekłada się na wolniejsze zużywanie się elementów zawieszenia i układu kierowniczego.
Kierowca z blokowiska, który:
często bardziej skorzysta z Picanto. Krótkie nadwozie, mniejszy promień zawracania i mniejszy stres przy parkowaniu są codziennym bonusem. O ile nie planuje częstych tras poza miasto.
Kierowca z domu pod miastem ma inne realia:
Tu lepiej sprawdza się Rio. Jest spokojniejsze na wyboistym asfalcie, ma większy bagażnik i wygodniej wsiada się na tylne siedzenia. Mimo że Picanto też sobie poradzi, w dłuższej perspektywie Rio zwykle okazuje się „mniej męczące” auto codzienne.
Bez zagłębiania się w dokładne centymetry, Kia Rio jest wyraźnie większa od Picanto:
Na kartce wygląda to jak detal. W ciasnej miejskiej zabudowie i na wąskich uliczkach ta różnica zmienia komfort codziennego życia. Picanto zaparkuje tam, gdzie Rio często się nie zmieści „na legalu”, bez wystawania z miejsca postojowego. Z drugiej strony, na koleinującej powiatówce to Rio będzie stabilniejsze i mniej nerwowe.
Dłuższy rozstaw osi Rio oznacza, że koła są bardziej oddalone od siebie. Takie auto rzadziej „podskakuje” na poprzecznych nierównościach, a przy koleinach mniej „ucieka” z toru jazdy. Większa masa własna i szerszy rozstaw kół pomagają utrzymać stabilność, gdy:
Picanto jest lżejsze i krótsze, więc szybciej reaguje na każdą nierówność. W mieście to plus – zwinne i łatwo nim manewrować. Na gorszych drogach bywa nerwowe i wymaga większego skupienia. Dla doświadczonego kierowcy nie będzie to problemem, ale przy dłuższej trasie bardziej męczy psychicznie.
Picanto wygrywa w całym pakiecie manewrowania:
Na wąskich osiedlowych uliczkach, gdzie często trzeba na szybko zawrócić, skręcić w ciasną bramę czy wyminąć źle zaparkowane auto dostawcze, Picanto daje odczuwalną przewagę. Kierowcy przechodzący z większych samochodów często mówią, że „nagle parkowanie przestało być problemem”.
Rio także jest stosunkowo kompaktowe jak na segment B i wciąż znacznie poręczniejsze niż typowy kompakt czy SUV. Jednak w centrum dużych miast widać różnicę. Gdy codziennie parkujesz „na styk” między słupkiem a bramą, Picanto będzie mniej stresujące.
W zależności od generacji, Picanto występowało w wersjach 3- i 5-drzwiowych, podobnie Rio. Na polskim rynku wtórnym częściej spotkasz:
Z punktu widzenia miasta i polskich dróg, kluczowa jest prostota wsiadania do tyłu, szczególnie:
W tym aspekcie Rio daje odrobinę więcej miejsca zarówno przy drzwiach tylnych, jak i na samym siedzeniu. Picanto również pozwala przewieźć dwie dorosłe osoby z tyłu na krótkich odcinkach, ale na gorszej nawierzchni szybciej narzekają na ciasnotę i bujanie. Dla kierowców, którzy traktują tylną kanapę jako „awaryjną”, Picanto wystarczy. Jeśli tył jest używany regularnie – Rio będzie po prostu mniej męczące.

Zarówno Kia Rio, jak i Kia Picanto są zestrojone dość zachowawczo. Nie są przesadnie twarde ani przesadnie miękkie. Istnieją jednak różnice odczuwalne w polskich warunkach.
W większości generacji:
Na typowych polskich garbach, progach zwalniających i poprzecznych łatkach Rio częściej przejeżdża „pełniej”, bez tak intensywnego podrzucania. Picanto wymaga staranniejszego zwalniania przed każdym progiem i ostrożniejszego wjeżdżania w większe ubytki, bo kierowca i pasażerowie mocniej odczuwają każde uderzenie.
Prześwit w Rio i Picanto nie jest skrajnie różny, ale w praktyce istotne jest połączenie wysokości i kształtu nadwozia. Różnice widać w trzech sytuacjach:
Picanto dzięki krótkim nawiasom nadwozia (mały zwis przedni i tylny) często bezpieczniej radzi sobie z ostrym wjazdem na krawężnik – mniejsze ryzyko, że zderzak zahaczy o beton. Rio z kolei lepiej znosi jazdę po pofalowanej, dziurawej wiejskiej drodze, bo zawieszenie mniej dramatycznie wysyła wstrząsy do kabiny i jest mniej przeciążane przy każdym uderzeniu w nierówność.
Na osiedlowych drogach „naprawianych” latami, gdzie co chwilę trafia się inny poziom nawierzchni, lekko wyższe ustawienia i dłuższa baza Rio dają uczucie spokojniejszej jazdy, mimo że w katalogu różnice prześwitu nie wyglądają spektakularnie.
Na polskich drogach najbardziej cierpią elementy odpowiadające za wybieranie nierówności i stabilność toru jazdy. W obu modelach zużywają się podobne części:
Na drogach z dużą liczbą progów zwalniających i ostrych krawężników szybciej padają łączniki stabilizatora i tuleje gumowe – zarówno w Rio, jak i w Picanto. Przy często powtarzających się, krótkich uderzeniach (kocie łby, ostre progi) małe Picanto zużywa te elementy szybciej, bo pracują pod większym obciążeniem na krótszym skoku zawieszenia.
Na dłuższych, falujących nierównościach (łatana droga, spękany asfalt) Rio lepiej rozkłada siły. Amortyzatory i sprężyny nie dostają tylu skrajnych wychyleń, więc częściej dojeżdżają do wyższych przebiegów bez wycieków czy stuków. W Picanto przy takiej samej eksploatacji szybciej pojawiają się luzy i hałas przy szybszej jeździe po łatanym asfalcie.
Na typowym przeglądzie zawieszenia auta miejskiego z polskich dróg częściej widać:
Różnica wynika bardziej z masy i długości auta niż z jakości samych części. Rio po prostu rzadziej wpada w skrajne wychylenia zawieszenia na tych samych nierównościach.
Picanto daje poczucie „siedzenia w rogu karteczki”. Krótkie nadwozie kończy się blisko kierowcy, więc łatwo ocenić, gdzie jest maska i tył. Na zatłoczonych ulicach i podczas parkowania to ułatwia życie.
W Rio pozycja jest odrobinę bardziej „dorosła”: fotel osadzony jest niżej, a kokpit wydaje się szerszy. Dla wielu kierowców przesiadka z większego auta będzie bardziej naturalna właśnie do Rio. Przy dłuższych dojazdach poza ścisłym centrum bardziej stabilna pozycja i dłuższe siedziska zmniejszają zmęczenie.
Widoczność:
W mieście spędza się sporo czasu w korkach, często z pasażerem lub z dzieckiem z tyłu. Tu wyraźniej wychodzi różnica segmentu.
W Picanto z przodu jest zaskakująco przyzwoicie: dorosła osoba o średnim wzroście ustawi fotel i kierownicę tak, by dało się komfortowo pokonywać codzienne trasy. Problemy zaczynają się z tyłu. Dwie dorosłe osoby zmieszczą się, ale na krótszych dystansach. Na nierównościach szybciej czują bujanie i brak miejsca na nogi.
Rio ma:
W polskich realiach, gdzie często dorzuca się na tył torby, zakupy i czasem kogoś podwozi, różnica w komforcie jest wyraźna. Rodzina 2+1 szybciej doceni Rio niż Picanto, zwłaszcza przy gorszej nawierzchni.
Na dziurawej nawierzchni i progach zwalniających najpierw wychodzi jakość montażu plastików. Picanto, jako konstrukcja miejskiego malucha, ma prostsze i twardsze tworzywa. Z czasem, przy częstej jeździe po nierównych drogach, pojawia się:
Rio korzysta z nieco lepszych materiałów i lepszego wygłuszenia. Przy podobnym przebiegu i warunkach drogowych zwykle dłużej zachowuje „ciszę” w kabinie. Oczywiście wszystko zależy od konkretnego egzemplarza, ale przy autach kilkuletnich różnica jest zauważalna.
Na kostce brukowej czy zapadniętym asfalcie:
Do około 50 km/h różnice między Rio a Picanto są niewielkie. Oba samochody są wystarczająco ciche, by rozmawiać bez podnoszenia głosu. Problem zaczyna się po wyjechaniu poza zabudowany obszar.
W Picanto:
Rio lepiej izoluje od hałasów otoczenia. Przy 90–110 km/h w kabinie jest wyraźnie spokojniej, co na polskich drogach ekspresowych i krajowych ma duże znaczenie. Dla kogoś, kto raz w tygodniu robi trasę 50–100 km, różnica w zmęczeniu po takim przejeździe jest spora.
Codzienna jazda to ciągłe sięganie do pokręteł, przycisków i ekranu. W Picanto wszystko jest blisko, prosto rozplanowane i nie wymaga dalekiego sięgania. Mały samochód pomaga – ręką dosięga się niemal wszędzie, nie odrywając pleców od fotela.
Rio daje więcej miejsca wokół kierowcy, ale rozkład podstawowych funkcji jest równie intuicyjny. Różnica jest taka, że przy dłuższej drodze i na nierównej nawierzchni łatwiej znaleźć wygodne ustawienie fotela i kierownicy. To ma znaczenie dla osób z problemami kręgosłupa, które odczuwają każde uderzenie w dziurę.
Przy częstym ruszaniu i hamowaniu w korkach szerzej rozstawione pedały w Rio zmniejszają ryzyko przypadkowego nadepnięcia dwóch naraz grubszym butem. W Picanto przestrzeń jest ciaśniejsza, ale dla większości użytkowników nie stanowi to problemu.
Większość egzemplarzy Picanto w Polsce ma małe, wolnossące jednostki benzynowe. Są proste, bezpośrednio reagują na gaz i dobrze znoszą krótkie przebiegi po mieście:
Na tle polskich korków to plus. Praca na zimno, częste odpalanie i krótkie odcinki mniej obciążają prostą jednostkę benzynową niż nowoczesny diesel. Trzeba tylko pilnować regularnej wymiany oleju i świec, bo mały silnik częściej pracuje w wyższych obrotach.
Rio częściej występuje z mocniejszymi benzynami oraz nowszymi silnikami z turbo. W codziennej jeździe czuć to przede wszystkim przy:
Silniki o większej pojemności lub z doładowaniem lepiej znoszą takie sytuacje, bo nie trzeba ich tak „kręcić”. To przekłada się na mniejszy hałas oraz mniejsze obciążenie mechaniczne przy codziennym użytkowaniu. Przy słabszych jednostkach Picanto częściej wchodzi się na wyższe obroty, co na dłuższą metę w mieście oznacza większe zużycie paliwa i szybsze starzenie się osprzętu.
W obu modelach manualne skrzynie są stosunkowo proste i trwałe, o ile nie są katowane. Polskie korki i wielokrotne ruszanie na wzniesieniach bardziej obciążają sprzęgło niż samą skrzynię.
W Picanto:
Przy ostrych krawężnikach i progach łatwo nadużywać „półsprzęgła”, co przyspiesza jego zużycie. W małym aucie, szczególnie przy nauce jazdy, widać to dość szybko.
Rio ma zwykle nieco cięższe, ale bardziej „konkretne” sprzęgło. Dzięki lepszemu momentowi obrotowemu silników można częściej korzystać z wyższych biegów w tych samych sytuacjach. Przy rozsądnej jeździe sprzęgło w Rio wytrzymuje dłużej, mimo że masa auta jest większa.
Na rynku trafiają się Rio i Picanto z różnymi typami automatycznych skrzyń. W mieście to spora wygoda – brak ciągłego wciskania sprzęgła i łatwiejsze manewrowanie.
W codziennej jeździe po polskich drogach:
Przy częstym parkowaniu na krawężnikach i wjeżdżaniu na strome zjazdy (garaże podziemne) automat w małym aucie wymaga delikatniejszej obsługi, żeby nie przegrzewać sprzęgła. Kierowcy, którzy nie mają nawyku odpuszczania gazu przy zmianie przełożenia w zautomatyzowanych skrzyniach, szybciej doprowadzają do ich zużycia.
Typowy scenariusz: kilka kilometrów do pracy, sklep, przedszkole, powrót. Silnik rzadko osiąga pełną temperaturę roboczą. W takich warunkach:
Przy bardzo krótkich trasach przewagę ma Picanto, o ile serwis olejowy wykonuje się częściej niż „książkowe” interwały. W Rio, szczególnie z bardziej rozbudowanym osprzętem (turbo, bezpośredni wtrysk), długotrwała jazda na niedogrzanym silniku może przyspieszyć zużycie pierścieni i nagarowanie w układzie dolotowym.
Jeżeli jednak w tygodniu powtarzają się dłuższe przejazdy (kilkanaście–kilkadziesiąt kilometrów), jednostki Rio odwdzięczają się lepszą kulturą pracy i niższym spalaniem przy prędkościach podmiejskich.
Po kilku latach jazdy po polskich drogach widać różnice w kondycji podwozia i nadkoli. Oba modele są nieźle zabezpieczone jak na swoją klasę, ale:
Regularne mycie podwozia po zimie i kontrola punktów mocowania wahaczy znacznie przedłużają żywotność obu modeli. W Picanto szczególnie warto doglądać progów i miejsc pod podnośnik, bo łatwo je pogiąć na nierównym podłożu.
Na polskich ulicach krawężniki często pełnią rolę „ostatecznej linii obrony” przy parkowaniu. W Picanto łatwiej o mocne uderzenie małym kołem w kant, bo brakuje kilku centymetrów zapasu przy źle dobranym manewrze.
Skutki:
<li'sporadyczne skrzywienia felg stalowych,
Stan polskich dróg szybko weryfikuje wytrzymałość wahaczy, łączników stabilizatora i amortyzatorów. Tu wychodzą różnice między lekkim Picanto a cięższym Rio.
W Picanto częściej padają:
Rio ma bardziej masywne elementy, ale też dostaje większe obciążenia. Przy częstych wyjazdach poza miasto szybciej zużywają się:
Dłuższy rozstaw osi w Rio pomaga utrzymać stabilność na koleinach, ale każda mocna dziura uderza w zawieszenie z większą energią. W Picanto nadwozie bardziej podskakuje, ale komponenty dostają nieco mniejsze siły.
Częste parkowanie na pochyłościach i sól drogowa na zimę mocno obciążają układ hamulcowy. Dotyczy to szczególnie tylnych hamulców.
W Picanto:
Rio z tarczami z tyłu (w mocniejszych wersjach) bywa mniej kłopotliwe, ale:
Dobre smarowanie prowadnic i okazjonalne „przedmuchanie” hamulców mocniejszym zatrzymaniem na suchej nawierzchni w obu modelach znacznie wydłuża żywotność elementów.
Małe felgi Picanto z wyższym profilem opony lepiej znoszą dziury i krawężniki. Guma bardziej pracuje, więc felga rzadziej się odkształca.
Typowe problemy Picanto:
Rio częściej jeździ na większych felgach z niższym profilem. Wygląda lepiej i prowadzi się pewniej przy 120 km/h, ale:
Przy codziennych dojazdach po zniszczonych ulicach bardziej praktyczne są mniejsze felgi i wyższe opony, niezależnie od modelu.
Jednostki benzynowe Kia generalnie dobrze znoszą polskie realia, ale przy przebiegach miejskich pojawiają się typowe drobiazgi.
W Picanto po latach jazdy po krótkich odcinkach można zaobserwować:
Rio z nowocześniejszymi silnikami bywa wrażliwsze na jakość paliwa. Na polskich stacjach, zwłaszcza mniejszych, zdarzają się skoki jakości, co odbija się na:
Krótkie trasy zimą sprzyjają gromadzeniu się nagaru w układzie dolotowym w Rio, szczególnie przy turbo. Jedna dłuższa trasa tygodniowo i regularna wymiana oleju realnie ograniczają ten problem.
Stanie w korku przy -10°C i +30°C testuje układ chłodzenia i nagrzewnicę skuteczniej niż jakiekolwiek trasy.
Picanto z małą pojemnością szybciej oddaje ciepło do kabiny. Przy miejskiej eksploatacji:
Rio nagrzewa się wolniej przy bardzo krótkich odcinkach, ale:
Regularna wymiana płynu chłodniczego i drożny skraplacz klimatyzacji (niezapychanie go błotem i solą) w obu modelach ograniczają ryzyko przegrzewania w mieście.
Miasto to nieustanne cykle: rozruch, krótki przejazd, zgaszenie. Akumulator i alternator działają niemal bez przerwy.
W Picanto:
Rio ma rozbudowaną instalację (więcej odbiorników), więc:
Prosty nawyk: wymiana akumulatora nie „do upadłego”, tylko przy pierwszych oznakach słabszego rozruchu, szczególnie w autach, które muszą codziennie odpalić o 6 rano na mrozie.
Krótkie, częste przejazdy oznaczają ciągłe otwieranie drzwi, regulację fotela, składanie oparć. Widać to po kilku latach.
W Picanto:
Rio ma solidniejsze mechanizmy regulacji, a lepsze wyciszenie ogranicza trzaski. Po dłuższym eksploatowaniu widać jednak:
Przy dziecięcych fotelikach i wózkach Rio zwykle starzeje się „ładniej”, bo ma więcej przestrzeni i mniej upychania wszystkiego na siłę.
Picanto często trafia do szkół jazdy i carsharingu. Tam dostaje skrajne obciążenia: wieczne manewry, krawężniki, nagłe hamowania.
Po kilku latach takiej eksploatacji najczęściej wymaga:
Rio częściej ląduje w flotach firmowych jako auto na trasy mieszane. Z punktu widzenia polskich dróg:
Auta poflotowe Rio często lepiej znoszą dalsze użytkowanie niż mocno zmęczone Picanto po szkole jazdy, mimo podobnych roczników.
Ceny części i robocizny są istotne, gdy auto regularnie obrywa na dziurach i progach zwalniających.
W Picanto:
Rio wymaga nieco większych nakładów:
Przy intensywnej, typowo miejskiej eksploatacji Picanto wygrywa niższymi kosztami utrzymania. Gdy jednak dochodzą regularne trasy i większe przebiegi roczne, różnice się zacierają, bo Rio rzadziej wymaga interwencji przy silniku i skrzyni, o ile jest serwisowane zgodnie z harmonogramem.
Jeśli codziennie pokonujesz odcinki po powiatówkach, łatanym asfalcie i drogach dojazdowych pod miastem, zwykle lepszym wyborem jest Kia Rio. Dłuższy rozstaw osi, szersze nadwozie i większa masa sprawiają, że auto jest stabilniejsze w koleinach i przy wyższych prędkościach.
Picanto radzi sobie z typowymi miejskimi nierównościami, progami zwalniającymi i krawężnikami, ale na gorszych drogach jest bardziej nerwowe. Kierowca częściej musi korygować tor jazdy, a każda dziura jest bardziej odczuwalna.
Do typowej jazdy po centrum, między dzielnicami i po zatłoczonych osiedlach praktyczniejsza jest Kia Picanto. Jest krótsza, ma mniejszy promień zawracania i łatwiej ją „wcisnąć” w ciasne miejsce parkingowe.
Rio też jest poręczne jak na segment B, ale przy codziennym parkowaniu między SUV-ami i słupkami widać różnicę. Jeśli trasy to głównie kilka kilometrów w jedną stronę i zwykle jeździsz sam, Picanto zazwyczaj wystarczy.
Na regularnych odcinkach 20–40 km poza miastem wyraźną przewagę ma Kia Rio. Jest spokojniejsza przy 90–110 km/h, mniej pływa w koleinach i mniej reaguje na boczny wiatr, więc kierowca po prostu mniej się męczy.
Picanto takie trasy „zrobi”, ale przy częstym powtarzaniu rośnie zmęczenie i irytacja hałasem. Przy cotygodniowych wyjazdach podmiejskich Rio jest po prostu rozsądniejszym kompromisem.
Dla małej rodziny (para + jedno dziecko) praktyczniejsza jest Kia Rio. Ma większy bagażnik, wygodniejszy dostęp do tylnych siedzeń i więcej miejsca na fotelik oraz bagaże typu wózek czy zakupy.
Picanto da się wykorzystać rodzinnie, ale przy częstym wożeniu pasażerów z tyłu i bagaży szybko wychodzą ograniczenia. Rio zwykle okazuje się mniej uciążliwe w codziennym użytkowaniu i na weekendowych wyjazdach.
Picanto poradzi sobie z dojazdami podmiejskimi, ale jeśli codziennie masz kilka kilometrów powiatówki, nierówny asfalt lub drogę szutrową, lepszym wyborem będzie Rio. Jest stabilniejsze, mniej „podskakuje” na łatanych odcinkach i lepiej znosi długotrwałe obciążenia zawieszenia.
Przy domu pod miastem częściej korzysta się też z bagażnika i tylnych siedzeń. W takich realiach dodatkowa przestrzeń i spokój prowadzenia Rio robią różnicę po kilku latach eksploatacji.
Kia Rio jest wyraźnie bardziej stabilna na koleinujących się drogach i przy bocznym wietrze. Pomaga dłuższy rozstaw osi, szerszy rozstaw kół i wyższa masa – auto mniej „ucieka” z toru jazdy i rzadziej wymaga nerwowych korekt.
Picanto, jako auto krótsze i lżejsze, szybciej reaguje na każdą nierówność i podmuch. W mieście to plus, ale przy 90–110 km/h w koleinach oznacza większe zmęczenie kierowcy i poczucie mniejszej pewności.
Oba modele są projektowane jako auta miejskie, więc progi zwalniające i typowe krawężniki nie stanowią problemu, o ile nie atakujesz ich zbyt szybko. Kluczowe jest raczej, jak często i jak agresywnie pokonujesz takie przeszkody.
Wyższy profil opony i nieco bardziej „miękkie” zestrojenie zawieszenia pomagają ochronić felgi i elementy zawieszenia w obu autach. Jeśli Twoja codzienna trasa to seria wysokich progów i dziur na osiedlu, lepiej postawić na rozsądne tempo niż na różnice między Rio a Picanto.